ANNA SZYLLER

Dnia 11 marca 1947 r., prokurator Specjalnego Sądu Karnego w Krakowie, przy ul. Grodzkiej 52, w osobie wiceprokuratora rejonu IX dr. Kordeckiego, z udziałem protokolanta, aplikanta Nowaka, przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk, świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Anna Szyller
Wiek 28 lat
Imiona rodziców Tadeusz i Kamila
Miejsce zamieszkania Kraków, ul. Świętego Tomasza 18
Zajęcie studentka
Wyznanie rzymskokatolickie
Karalność nie
Stosunek do stron obcy

Marię Mandel [Mandl] poznałam w Oświęcimiu w październiku 1942 r. Zanim przyszła do Oświęcimia była nadzorczynią w bunkrze w Ravensbrück, jako specjalistka od bicia. W Oświęcimiu stwarzała atmosferę grozy. Sama rzadko biła, ale jeśli biła, to łamała szczęki. Jeśli spostrzegła jakieś uchybienie, to polecała bić dozorczyni albo kapo, samemu się przyglądając. Toteż, gdy zjawiła się na bloku, to wszystkie więźniarki kryły się z przestrachem.

Byłam blokową i świadkiem w ciągu trzech lat, jak Mandl biła swe ofiary do śmierci. Kopała i biła tak długo, aż ofiara przestawała się ruszać.

Raz była awantura o to, że więźniarki gubią drewniaki albo że mają zadeptane pięty. Jak się uwzględni, że więźniarki biegiem musiały pędzić po błocie do kolan, to jest to zrozumiałe.

Mandl zrobiła apel tylko z tego powodu, a gdy jedna z blokowych pytała, co ma robić, żeby to zmienić, to ta powiedziała, że od tego jest kij, który ma każda blokowa i że trzeba tak bić, żeby łamać kije albo po prostu zabić na śmierć. „Zabić na śmierć” to było jej ulubione słowo, które często powtarzała i realizowała.

U niej nie było prawa łaski. Inni wyciągali z transportu do gazu pewne osoby, a ona była bezwzględna. Mogła pewne osoby wyciągnąć z transportu, ale posyłała je do gazu, jeśli ktoś miał obtartą piętę albo odmarznięty palec. Nic nie pomogły prośby więźniarek, które cerowały jej buty.

9 lutego 1943 r. Mandl i Dreksler [Drechsel] urządziły apel generalny. Wypędzono wtedy wszystkich więźniów prawie nieubranych na pole i trzymano ich wieczorem, bez ruchu, [przez] 12 godzin. Rozkazano pojedynczo wchodzić do obozu, przy bramie stały Mandl i Drechsel i kazały biegać, i biły kijami, a kto nie mógł dość szybko biegać, to odstawiano go do gazu. Przebiegając, widziałam tłumy odstawionych do gazu. Z tego powodu była awantura, gdyż zagazowano jedną Niemkę. Apel ten urządziły Mandl i Drechsel na własną rękę. Mandl straszyła nas zawsze, że wyjedziemy do Ravensbrück, bo w Oświęcimiu jest zbyt dobrze, w ten sposób dręczyła nas.

Obecnie wyjeżdżam do Paryża i nadeślę zeznanie znajomych więźniarek z Francji.

Zakończono i podpisano.