FRANCISZEK KRUPOP

Dnia 30 sierpnia 1967 r. w Rynkówce wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Franciszek Krupop
Wiek 63 lata
Imiona rodziców Franciszek i Maria z d. Siura
Miejsce zamieszkania Rynkówka, gr. Leśna Jania, pow. Starogard Gdański
Zajęcie rolnik
Karalność niekarany

Od 1935 r. zamieszkiwałem w Rynkówce. W październiku 1939 r. powróciłem do domu z frontu pod Skarżyskiem-Kamienną.

Po trzech dniach przyszedł do mnie do domu SS-man Steinborn z Jeżewnicy i kazał mi się zgłosić tego samego dnia w Kamionce koło gospodarstwa Nyca. Kiedy tam przyszedłem, byli tam już zebrani Polacy z okolicy. Mogło być ok. siedmiu osób. Przypominam sobie nazwiska niektórych z nich: Ryś z Kamionki, Górski też z Kamionki i Ciurowska z Kamionki. Stamtąd SS-mani Steinborn i Neuman[n] z Kamionki wozem odwieźli nas do majątku von Plehna w Kopytkowie. Osadzili nas tam w piwnicy, gdzie było już sporo osób uwięzionych. Byli tam, jak pamiętam, znajomi mi Pałubicki z synem, pochodzący z Jeżewnicy. W piwnicy tej przebywałem ok. tygodnia. W tym czasie byłem przesłuchiwany przez von Plehna i rządcę majątku Stoyke.

Nie przypominam sobie, czy byli oni w mundurach. Przesłuchanie odbywało się w biurze. Pytali mnie o miejsce urodzenia, miejsce zamieszkania itp. Z rozmowy robili notatki.

Po tygodniu pięciu lub sześciu SS-manów odwiozło nas do więzienia w Starogardzie. Wśród tych SS-manów znałem Neuman[n]a z Kamionki, leśniczego z Kopytkowa – Kurza [Kuscha] i Steinborna. Pozostałych nie znałem. Polaków mogło być ok. 25 osób.

Po wejściu do więzienia Kurz [Kusch] w rozmowie z SS-Inspektorem Jostem przedstawił nas jako ludzi złapanych w lasach. Jost kazał nas osadzić w pojedynczych celach. Tego samego dnia osadzili nas w celach grupowych. Razem ze mną w jednej celi przebywał Niemiec Jutrowski pochodzący z Osieka bądź okolic. Opowiedział mi, że w jego sprawie u komendanta żandarmerii w Starogardzie interweniowali żandarmi z Osieka i on opowiedział temu komendantowi, że my jesteśmy spokojnymi rolnikami, a nie ludźmi z lasu, jak to mówił Kurz [Kusch]. Prawdopodobnie dlatego osadzili nas w celach zbiorowych.

W więzieniu przebywałem do grudnia 1939 r. Pracowałem w tym czasie w parku w Starogardzie razem z nauczycielami. Nazwisk ich nie znałem. Nadzór nad nami w więzieniu i w czasie pracy mieli SA-mani.

W więzieniu nie byłem przesłuchiwany.

Jednego dnia, jak wracałem z pracy, widziałem na korytarzu więziennym ok. stu osób stojących w trzech rzędach. Odliczali oni do dwudziestu i wychodzili na podwórzec więzienny, gdzie stały dwa autobusy. Wśród tych osób poznałem znajomych: Czortka z Rynkówki, Klasa z Rynkówki, Mocarskiego z Bukowiny, żonę Klasy i żonę Świerczyńskiego z Kamionki. Po wejściu do celi słyszałem odjeżdżające z więzienia samochody. Współwięźniowie mówili później, że Polaków wywieźli wtedy do Szpęgawska i tam zamordowali. Wymienieni moi znajomi wszyscy zostali zamordowani.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.

Dodatkowo zeznaję, że Rysia z Kamionki wywieźli jednym z poprzednich transportów. Natomiast ten transport dwoma autobusami był ostatnim do Szpęgawska.