MONIKA RENKIEWICZ

Dnia 22 listopada 1967 r. w Kopytkowie wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Monika Renkiewicz z d. Muszyńska
Wiek 54 lata
Imiona rodziców Jan i Rozalia z d. Ciesielska
Miejsce zamieszkania Kopytkowo, gr. Leśna Jania
Zajęcie gospodyni domowa
Karalność niekarana
Stosunek do stron obca

Od 1935 do października 1940 r. pracowałam w charakterze pokojówki u właściciela majątku ziemskiego w Kopytkowie Hansa von Plehna. Zamieszkiwałam w tym czasie w pałacu, gdzie miałam pokój.

Przypominam sobie, że w początkowym okresie okupacji w piwnicach majątku przetrzymywano uwięzionych Polaków. Jednego dnia przed pałac zajechała furmanka powożona przez kobietę, na której siedział Niemiec z Kolonii Ostrowickiej o nazwisku Ziman bądź Zimun – syn siodlarza z Kolonii oraz dwaj młodzi Polacy. Jeden z nich nazywał się Chyrek i też pochodził z Kolonii Ostrowickiej. Chyrek bądź drugi Polak był klerykiem. Pamiętam, że pracownicy majątku mówili, że jeden z nich był klerykiem. Ziman zadzwonił do drzwi i kiedy mu otworzyłam, powiedział mi: „Powiedzcie Plehnie, że przywiozłem dwóch”. Kiedy zgłosiłam to Plehnie, powiedział: „Ja nie chcę o tym nic wiedzieć, powiedzcie o tym żołnierzowi”. Nadmieniam, że w tym czasie stacjonowało w pałacu czterech żołnierzy. Zgodnie z poleceniem, powiadomiłam o tym żołnierzy. Jeden z nich odprowadził tych Polaków do piwnicy majątku.

Następnego dnia w godzinach popołudniowych widziałam, jak bryczką Schtoyke [Stoyke] i Kurz [Kusch] wieźli tych dwóch Polaków w stronę Leśnej Jani.

Dowiedziałam się od ludzi, że ci dwaj Polacy zostali w lesie zamordowani. Pracownicy majątku tytułowali von Plehna porucznikiem. Żona jego kazała go tytułować Untersturmführerem. Plehna [Plehn] kazał mi naszyć na rękawach płaszcza przy mankietach srebrny sznurek. Kiedy przyszywałam ten sznurek, zauważyłam za jednym z mankietów płaszcza plik złożonych banknotów tysiączłotowych, a za drugim także plik jakichś dokumentów. Pracownicy mówili wtedy, że to są metryki z Kocborowa, gdzie pomordowano pacjentów. Czy Plehna [Plehn] brał w tym udział, nie wiem. Płaszcz był wojskowy, niemiecki, szarego koloru. Czarnego munduru u Plehna nie widziałam.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.