ZOFIA GÓRSKA

Dnia 10 sierpnia 1971 r. w Warszawie Jan Traczewski, wiceprokurator wojewódzki delegowany do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie, działając na zasadzie art. 4 dekretu z 10 listopada 1945 r. (Dz.U. nr 51, poz. 293) i art. 129 kpk, z udziałem protokolanta Jadwigi Mikłaszewicz, przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Świadek, uprzedzona o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, stwierdziła własnoręcznym podpisem, że uprzedzono ją o tej odpowiedzialności (art. 172 kpk), następnie zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Zofia Górska z d. Huk
Imiona rodziców Wiktor, Anna
Data i miejsce urodzenia 13 maja 1899 r. w Ostrowi Mazowieckiej
Miejsce zamieszkania Ostrów Mazowiecka, ul. Warszawska 32
Zajęcie rencistka
Wykształcenie bez wykształcenia
Karalność niekarana
Stosunek do stron obca

Od 1922 r. zamieszkuję w Ostrowi Mazowieckiej. W okresie okupacji niemieckiej mieszkałam także w tym mieście przy ul. Warszawskiej 32 wraz z mężem Stefanem, ur. w marcu 1899 r., synem Teofila i Walerii. Mąż mój był z zawodu szewcem i pracował u siebie w mieszkaniu. Ja pracowałam jako robotnica w pralni miejscowego szpitala powiatowego. Mieliśmy jedną córkę, Reginę, urodzoną w 1925 r., którą Niemcy na wiosnę 1943 r. wywieźli na roboty przymusowe do Niemiec.

Pamiętam, że w maju 1943 r., gdy jak zwykle pracowałam w szpitalnej pralni, woźny tego szpitala poinformował mnie, że Niemcy łapią Polaków na ulicach i zabierają z mieszkań oraz że między innymi z naszego mieszkania zabrali mojego męża Stefana. Opuściłam wówczas miejsce pracy i na ulicy spotkałam sąsiadkę Janinę Brodzik, która dała mi klucze od naszego mieszkania. Brodzik poinformowała mnie, że klucze te wręczył jej mój mąż w czasie, gdy Niemcy wyprowadzali go z mieszkania. Od ludzi dowiedziałam się, że część zatrzymanych mężczyzn Niemcy umieścili w piwnicznych magazynach w jednym z pożydowskich budynków przy ul. Jatkowej [Pocztowej]. Poszłam tam, ale strażnicy nie puścili mnie do środka. Dowiedziałam się jednak, że mój mąż się tam znajduje. Ponownie przyszłam w to miejsce w godzinach popołudniowych. Nikogo tam jednak już nie było i poinformowano mnie, że Niemcy wywieźli zatrzymanych mężczyzn samochodami ciężarowymi w nieznanym kierunku. Prawdopodobnie następnego dnia dowiedziałam się, że Niemcy wywieźli tych mężczyzn do lasu w pobliżu wsi Guty-Bujno i tam rozstrzelali. W czasie transportu w pobliżu miejsca egzekucji kilku mężczyznom udało się uciec z jednego samochodu. W czasie tej ucieczki Niemcy zastrzelili mojego męża. Dowiedziałam się o tym od Lewandowskiego, imienia jego nie pamiętam, któremu udało się wówczas zbiec z tego właśnie auta.

Zwłok męża nie ekshumowałam i do tej pory są one pochowane na miejscu zbrodni. Aktu zgonu męża nie posiadam i do tej pory go nie wyrobiłam.

Nazwisk innych osób zamordowanych tego dnia przez Niemców w lesie w pobliżu wsi Guty-Bujno nie znam, tak jak liczby zabitych. Ludzie opowiadali, że Niemcy wywieźli tam mężczyzn siedmioma samochodami ciężarowymi.

Na okoliczność powyższej zbrodni zeznałam wszystko, co było mi wiadomo, i powyższy protokół po odczytaniu podpisuję jako zgodny z treścią moich zeznań.