STANISŁAW JASTRZĘBSKI

Dnia 7 lipca 1971 r. w Warszawie Jan Traczewski, wiceprokurator wojewódzki delegowany do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie, działając na zasadzie art. 4 dekretu z 10 listopada 1945 r. (Dz.U. nr 51, poz. 293) i art. 129 kpk, z udziałem protokolanta Jadwigi Mikłaszewicz, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Świadek, uprzedzony o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, stwierdził własnoręcznym podpisem, że uprzedzono go o tej odpowiedzialności (art. 172 kpk), następnie zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Stanisław Jastrzębski
Imiona rodziców Romuald, Katarzyna
Data i miejsce urodzenia 2 kwietnia 1901 r. w Ostrowi Mazowieckiej
Miejsce zamieszkania Ostrów Mazowiecka, ul. Mieczkowskiego 2 m. 17
Zajęcie cieśla
Wykształcenie samouk
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Do września 1939 r. mieszkałem w Ostrowi Mazowieckiej i pracowałem jako woźny w starostwie powiatowym. 28 sierpnia 1939 r. zostałem zmobilizowany i pod koniec września 1939 r. dostałem się do niewoli niemieckiej. Zwolniony zostałem w marcu 1940 r. i od tego czasu przez cały okres okupacji niemieckiej mieszkałem wraz z rodziną w Ostrowi Mazowieckiej przy ul. Różańskiej. Od września 1940 r. pracowałem w miejscowym starostwie powiatowym jako woźny. W 1942 r. lub na początku 1943 r. przeprowadziłem się na ul. Dreszera.

[Z okien] budynku, w którym mieszkałem przy ul. Dreszera, widoczny był fragment ul. Małkińskiej. Pamiętam, że pod koniec maja 1943 r. zabity został na ulicy w drodze do pracy starosta niemiecki – nazwiska jego nie znam. Tego samego dnia niemieckie władze bezpieczeństwa, w tym żandarmi, gestapowcy, a także wojsko dokonało aresztowań kilkuset mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej i okolicy. Ludzi tych umieszczono w areszcie przy ul. Ostrołęckiej – w tzw. Czerwoniaku. Areszt ten podlegał gestapo.

Następnego dnia ok. godz. 4.00 nad ranem, gdy przebywałem w swoim mieszkaniu, usłyszałem kilka pojedynczych strzałów. Odgłosy tych strzałów dobiegły mnie z kierunku ul. Małkińskiej. Podszedłem do okna i zauważyłem, że ul. Małkińską idzie, zataczając się, nieznany mi mężczyzna. Po kilku krokach upadł na chodnik. Po upływie dwóch lub trzech minut od strony ul. Małkińskiej nadeszło czterech lub pięciu żołnierzy niemieckich. Mieli na głowach furażerki i uzbrojeni byli w karabiny. Byli to żołnierze, prawdopodobnie z tzw. kompanii uzdrowieńców, którzy stacjonowali w budynku szkolnym przy ul. Kościuszki. Dowódcą tej kompanii był kapitan, którego nazwiska nie znam. Wiem, że zginął w 1944 r. w okolicy Siedlec. Żołnierze ci podeszli do leżącego na chodniku mężczyzny, obejrzeli go i poszli dalej ul. Małkińską.

Po upływie kilku minut zobaczyłem, że chodnikami po obu stronach ulicy ul. Dreszera, od ul. Małkińskiej, idą żołnierze niemieccy z bronią gotową do strzału skierowaną w okna mieszkań. Żołnierzy tych było ok. 20. Byli to także żołnierze z wyżej wymienionej kompanii „uzdrowieńców”. Poszli w kierunku ul. Nurskiej. Po upływie kilkunastu minut od strony skrzyżowania ul. Nurskiej i z ul. Batorego dobiegł mnie odgłos kilku strzałów karabinowych, a po kilku minutach ponownie usłyszałem odgłos dalszych kilku strzałów.

Ok. godz. 6.00 rano wyjechałem z domu rowem do pracy. Przejechałem obok zwłok mężczyzny leżących na ul. Małkińskiej i ulicą tą pojechałem na ul. Batorego. Tam w ogródku do niej przylegającym zobaczyłem zwłoki Rytla (imienia nie znam), a naprzeciwko, na chodniku zwłoki Piotra Waniewskiego. Obu tych mężczyzn dobrze znałem. Później dowiedziałem się, że Rytel i Waniewski zostali zastrzeleni przez żołnierzy z kompanii „uzdrowieńców”. Rytel dlatego, że zbyt rano podlewał kwiaty w ogródku, a Waniewski dlatego, że w tym czasie wyglądał przez okno. Żołnierze niemieccy weszli do mieszkania Waniewskiego, zabrali go stamtąd i zastrzelili na ulicy.

Zastrzelony przez tych samych żołnierzy na ul. Małkińskiej nazywał się Mockiewicz, imienia nie znam. Wiem, że tego samego dnia Niemcy zastrzelili na ul. Warszawskiej kobietę o nieznanym mi nazwisku. Była ona prawdopodobnie chora psychicznie. Wiem także, że kilka dni później Niemcy wywieźli dwoma lub trzema samochodami mężczyzn osadzonych w areszcie – tzw. Czerwoniaku, zawieźli ich do lasu w okolicy wsi Guty i tam rozstrzelali.

Na okoliczności powyższej zbrodni zeznałem wszystko, co było mi wiadomo, i powyższy protokół po odczytaniu podpisuję jako zgodny z treścią moich zeznań.