PIOTR KOT

Dnia 22 czerwca 1946 r. w Ostrowi Mazowieckiej Sąd Grodzki w osobie sędziego W. Subdy, z udziałem protokolanta, w obecności stron, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka – bez przysięgi. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Piotr Kot
Wiek 42 lata
Imiona rodziców Jan i Ludwika
Miejsce zamieszkania Ostrów, szosa Małkińska 26
Zajęcie robotnik
Wyznanie rzymskokatolickie
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Przez cały czas okupacji pracowałem u Nachtigalla w tartaku. Praca była ciężka i przykra, a wynagrodzenie marne – pięć złotych dziennie, chociaż w ostatnich latach okupacji kilogram chleba kosztował siedem złotych. Posiadając na utrzymaniu rodzinę złożoną z sześciu osób, nie mogłem wyżyć i w 1941 r. chciałem zmienić tę pracę na inną. Nachtigall ściągnął mnie [wtedy] przez policję.

Z ludźmi obchodził się bardzo źle. W mojej obecności postrzelił Lipkę, pobił Szkodę, Maliszewskiego oddał w ręce gestapo – wywieziono [go] do obozu. Gdy ktoś chciał zarobić coś na stronie, aby żyć i opuścił pracę, Nachtigall wzywał gestapo, a ono winowajcę strasznie biło. Robotnicy bali się go i na jego widok każdemu skóra [cierpła]. Nachtigall często osobiście dozorował robotników, a lubił też niekiedy i zajść kogoś znienacka.

W dzień zabójstwa starosty ostrowskiego jeden z naszych robotników, Grabowski, nie stawił się do pracy. Poszedł siać kartofle u Draniszewskiego i tam został aresztowany. Żona Grabowskiego daremnie błagała Nachtigalla, aby wstawił się za jej mężem. Grabowskiego nie zwolniono i po dziś dzień go nie ma.

Tartak był czynny bez przerwy, dniem i nocą. Za złe wycinanie tarcicy, co wynikało nieraz z przeciążenia pracą, pośpiechu i nieodpowiedniego stanu naszego, Nachtigall groził aresztowaniem i sprowadzał gestapo, a osławiony gestapowiec o pseudonimie „Cyk” przestrzegał nas, żebyśmy dobrze rżnęli, bo inaczej się nami zajmą.

Tak zeznałem. Odczytano.