ALEKSANDER SZKODA

Dnia 22 czerwca 1946 r. w Ostrowi Mazowieckiej Sąd Grodzki w osobie sędziego W. Subdy, z udziałem protokolanta, w obecności stron, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka – bez przysięgi. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Aleksander Szkoda
Wiek 38 lat
Imiona rodziców Adam i Anna
Miejsce zamieszkania Ostrów [Mazowiecka], ul. Małkińska 55
Zajęcie robotnik
Wyznanie rzymskokatolickie
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Więcej niż dwa lata pracowałem jako robotnik w tartaku Niemca Nachtigalla przy ul. Ostrołęckiej w Ostrowi [Mazowieckiej]. Płacono mi pięć złotych dniówki i zaopatrzenie kartkowe przy uwzględnieniu kartek dodatkowych. Pracowaliśmy dziesięć godzin na dobę.

Nachtigall był dla nas złym pracodawcą. O potrzeby życiowe pracowników nie troszczył się, nie pozwolił zabrać z terenu tartaku nawet kawałka drzewa, chociaż [wiedział], że robotnik obciążony dziesięciogodzinną pracą nie miał czasu i sił iść po drzewo do lasu, a kupić nie miał za co. Za najmniejsze uchybienie bił ludzi i katował, a nawet były wypadki zabójstw. Sam byłem świadkiem, jak robotnik Wacław Lipka zabrał trochę drzewa i niósł je do domu. Zobaczył to Nachtigall i zaczął krzyczeć: „Stój!”. Lipka tego wołania nie dosłyszał, czy uznał to za krzyk stróża, który nieraz w taki sposób straszył robotników, dość, że nie zatrzymał się. Wówczas Nachtigall z naganem w ręce dopadłszy do Lipki strzelił doń kilkakrotnie trafiając w klatkę piersiową. Lipka padł, a wówczas Nachtigall jeszcze strzelał, aż wystrzelał całą amunicję.

Lipka był ciężko ranny, miał podobno przestrzelone lewe płuco i leżał z pół roku. O wypadku tym zaraportował Nachtigall telefonicznie policji, donosząc, że postrzelił „polskiego złodzieja”. W ślad za tym przybyła policja z wozem i Lipkę zabrała do szpitala.

Tego samego dnia Nachtigall pobił w kotłowni robotnika Gregorka za to, że [ten] palił podczas pracy papierosa. Uderzył go w twarz tak, aż mu napuchły usta, co sam widziałem.

Mnie osobiście również Nachtigall pobił za to, że zapaliłem w czasie pracy papierosa. Było to wtedy, kiedy człowiek dla odpędzenia snu zmuszony był poniekąd zapalić. Nachtigall uderzył mnie szmatką od zamiatania przez plecy, następnie wyprowadził mnie na dwór i tam znowu mnie bił. Chciał mnie kopnąć nogą w krok – wiedząc, że to jego ulubiony sposób znęcania się, zrobiłem zwrot w bok i noga jego trafiła mnie w biodro. Rozgniewany moim ruchem Nachtigall poszczuł mnie psem, lecz pies należący do stróża nie chciał mnie gryźć. Wówczas Nachtigall wydobył rewolwer i chciał strzelać, lecz ochłonął i jedynie pięścią uderzył mnie dwa razy w twarz tak, że do dziś mam ślad od tego uderzenia w zewnętrznym kącie prawego oka.

Tego rodzaju wypadki zdarzały się często. Za niestawienie się do pracy w ciągu jednego do dwóch dni Nachtigall mścił się w ten sposób, że telefonował do gestapo, a [ono] biło delikwentów do utraty przytomności.

Polaków traktował pogardliwie, jak bydło, wymyślał im często od polskich bandytów. Słowem był to okrutny tyran i polakożerca. Za złe wykonanie roboty na nieremontowanych maszynach groził robotnikom doniesieniem do gestapo, strasząc rozstrzelaniem. Tymczasem ludzie [niczemu] nie byli winni, tylko Nachtigall, bo nie remontował maszyn pracujących dniem i nocą, aby tylko najwięcej drzewa wyrżnąć.

O sprawiedliwość zupełnie nie dbał. Jednego razu, po zabójstwie starosty Niemca w Ostrowi [Mazowieckiej], gestapo aresztowało kilkudziesięciu ludzi, m.in. Grabowskiego, robotnika z naszego zespołu, który zwolniony został na jeden dzień, aby mógł posiać sobie kartofle. Grabowski nie był winien napadu na starostę, lecz Nachtigall nie dał się wzruszyć żadnymi prośbami żony Grabowskiego, która go po rękach całowała, i odmówił interwencji, oświadczając, że skoro zwolnił się od pracy u niego, a poszedł gdzie indziej w tym dniu pracować, to [nieczytelne]. Grabowski został zabity, a przecież interwencja Nachtigalla mogła go łatwo uratować.

Lekarze Polacy nie wystawiali robotnikom pracującym u Nachtigalla zaświadczeń o potrzebie zwolnienia od pracy, bo Nachtigall – mający do pomocy gestapo – był człowiekiem bardzo niebezpiecznym.