JULIAN KORNAK

Dnia 22 czerwca 1946 r. w Ostrowi Mazowieckiej Sąd Grodzki w osobie sędziego W. Subdy, z udziałem protokolanta, w obecności stron, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka – bez przysięgi. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Julian Kornak
Wiek 46 lat
Imiona rodziców Jan i Anna
Miejsce zamieszkania Ostrów [Mazowiecka], ul. 3 Maja 59
Zajęcie robotnik
Wyznanie rzymskokatolickie
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Przez trzy i pół roku pracowałem w tartaku Nachtigalla. [Przez] jakiś czas, kiedy głośniejsza stała się działalność partyzantów, pilnowałem nocą jego domu.

Pomimo to, gdy się upił, a to zdarzało mu się dość często, Nachtigall odzywał się do mnie nieraz słowami: „Ty polska świnio”, w czym także wtórowała mu żona. Brata mego – szofera, który służył u niego, a służył jeszcze dłużej niż ja – trzy razy uderzył ręką w twarz, obwiniając go niesłusznie o zgubienie czy kradzież jego okularów. Chciał nawet brata po pijanemu zastrzelić, ale zmitygowała go jego żona, mówiąc, że okulary mogą się jeszcze znaleźć. Istotnie pracujący w tartaku jako kierownik Wróblewski za chwilę przyniósł okulary, które leżały za siedzeniem samochodu. Nachligall, chcąc zatrzeć przykre wrażenie, dał bratu dwa litry wódki, lecz poradziłem bratu, żeby jej nie [przyjął] i porzucił pracę, co też brat uczynił. Wówczas Nachligall przyczepił się do mnie i powiedział, że jeżeli nie nakłonię brata do powrotu, to zginę [zabity przez] gestapo. Lawirowałem jak mogłem, tłumacząc, że byłem u brata, lecz go nie zastałem itp.

Ogólnie rzecz biorąc był to tyran, zakamieniały wróg Polaków, „esesowiec” i gestapowiec, który nawet jeśli poróżnił się ze swą żoną, to musiał złość swą wyładować na którymś z Polaków.

Widziałem raz, jak skatował 14-letniego chłopca, syna Brzostka, który jako furman zabrał deseczkę dla podłożenia pod [nieczytelne]. Skopał go i wygonił, zatrzymując konia z wozem. Kiedy przyszedł ojciec chłopaka, jego również w taki sam sposób pobił i kazał mu zapłacić 70 zł za tę deseczkę, mówiąc, że syn jego jest złodziejem, bo powinien był zapytać go, czy wolno mu wziąć tę deseczkę. Tłumaczenie, że chodziło o naprawę [nieczytelne], nie przekonało go, bo w ogóle [nieczytelne] był usposobiony do Polaków i chciał na każdym kroku wyładować na nich swój gniew i wściekłość.

Robotnika Lipkę postrzelił ciężko za to, że wziął drzewo o wartości groszowej. Słowem wśród robotników budził postrach i lęk. Jeśli robotnik opuścił dzień pracy, to [wysyłał] go do gestapo, gdzie go szczuto psami i bito gumami. Gdy taki zmaltretowany człowiek [wróciwszy] do pracy nie mógł nadążyć, groził mu posłaniem do obozu, mówiąc, że jeżeli nie chce pracować u niego w Treblince nr 2, to pójdzie do Treblinki nr 1, gdzie dopiero pozna, co to jest praca i że nie tak go jeszcze będą katować.