JAN MARCZYK

Dnia 22 czerwca 1946 r. w Ostrowi Mazowieckiej Sąd Grodzki w osobie sędziego W. Subdy, z udziałem protokolanta, w obecności stron, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka – bez przysięgi. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Jan Marczyk
Wiek 39 lat
Imiona rodziców Konstanty i Józefa
Miejsce zamieszkania Ostrów [Mazowiecka], ul. Piłsudskiego 16
Zajęcie robotnik
Wyznanie rzymskokatolicki
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Pracowałem pięć lat u Nachtigalla w tartaku. Spotkała mnie z jego strony krzywda. Przystanąłem raz o zmierzchu na chwilę, nadszedł Nachtigall i zawołał „Los!” („Do pracy!”). Poszliśmy robić, ale wówczas to Nachtigall wezwał gestapo i gestapowcy zabrali wówczas mnie i drugiego robotnika Sala [?], a także Pośpieszałę i Dawidowskiego [?]. Zostaliśmy pobici gumami tak, że przez tydzień nie mogłem się ruszyć, bolały mnie wszystkie członki, a mimo to trzeba było pracować. Chciałem kartkę do doktora, ale [Nachtigall?] odmówił, mówiąc: „Robota, robota”. Po prostu było się niewolnikiem zmuszanym do ciężkiej pracy bez wynagrodzenia. Chcąc utrzymać rodzinę trzeba było dorabiać na boku.

Raz poszliśmy za granicę, aby przynieść ziarna na chleb [nieczytelne], tzn. żyta. Złapała nas straż graniczna, zabrała żyto i dokumenty. Gdy Nachtigallowi przekazano te dokumenty, kazał nam za karę pracować całą niedzielę i zagroził, że gdy się coś podobnego zdarzy w przyszłości, to odeśle nas do Treblinki. Nachtigall zawsze chodził po placu, szukając tylko okazji, żeby kogoś nabić [?].

Gdy go prosiłem o trochę drzewa na opał, odmówił, chociaż sprzedawał je dowoli [?] za masło. Chciałem wziąć raz nieco kory z kloców, ale spostrzegł to i zwymyślał mnie. Chociaż mnie nie bił, to na trzy miesiące wykluczył z przydziału ubrań roboczych, jak się wyraził – za karę. W ogóle robotników traktował brutalnie i z lekceważeniem.